RSS
wtorek, 14 kwietnia 2009
Co dalej z blogiem?

Nic specjalnego. Ale jest wieczór, a ja nie mam co robić, warto byłoby natomiast przedstawić tutaj jasną sytuację, gdyby ktoś był ciekaw.

Blog nie będzie uaktualniany regularnie z prostego powodu - nikt nie wysyła owych tematów na maila (jak nie wiesz ocb - przeczytaj pierwszą notkę). Natomiast gdy zobaczę jakiś artykuł, na który będę chciał odpowiedzieć, zrobię to właśnie tutaj, żeby nie męczyć się specjalnie w niewygodnych komentarzach, które w końcu pójdą na zapomnienie. Ale wtedy na pewno wrzucę to pod owym artykułem żeby wszyscy wiedzieli, że taka odpowiedź się pokazała.

Zresztą jak ktoś chce mieć pewność, że nie przegapi notki (np. odczuwa dużą potrzebę zmieszania mnie z błotem, ale do tego potrzebuje jakiegoś powodu) to wystarczy zasubskrybować bloga przez maila. Nic prostszego.

Jeśli przy jakiejś okazji ktoś miałby ochotę jednak napisać maila, o którym pisałem w pierwszej notcę, to jest to nadal aktualne, z tym, że ostatnio trochę rzadziej zaglądam na skrzynke e-mail. Ale mail nie zając, nie ucieknie. Całe życie przed nami, ile by miało nie trwać, więć pożyjemy, zobaczymy.

Szkoda tylko, że ostatnio mało durnych religijnych artykułów się pojawia na wykopie i nie mam na co odpowiadać. Ale w sumie, może to i dobrze ;).

czwartek, 02 kwietnia 2009
Długa odpowiedź na "Krótko o ateizmie"

Tym razem odpowiedź na notke na blogu Room 303, która ostatnio weszła na główną wykopu. Tak naprawdę, większość notki poświęce raczej komentarzom pod notką, aniżeli samej notce, ale to już inna sprawa ;). Po kolei:

1. Najpierw radziłbym oczywiście przeczytać omawiany artykuł, bez tego trudno będzie potem rozumieć czytany tekst ;).

2. Notka Patryka Zawadzkiego (po imieniu nie jesteśmy bo się nie znamy, po nazwisku to po pysku więc tak będzie chyba najlepiej), w krótki sposób udowadnia (a przynajmniej stara się) poprawność stwierdzenia:

Tak jak niejeżdżenie na nartach nie jest kolorem, tak ateizm nie jest religią. A skoro nie jest, to przestań mnie namawiać na jej zmianę.

3. Po pierwsze, szkoda w tej notce osiem linijek tekstu (siedem zawijając wiersze) gadających tak naprawdę o niczym. Teksty o kosmicznym zombie, który jednocześnie jest własnym ojcem i swoim niewidzialnym przyjacielem, dał się sfragować, zrespawnował i codziennie z tobą czatuje, z pewnością brzmią fajnie i działają na nerwy chrześcijanom (swoją drogą - chrześcijanin czy Chrześcijanin? Nigdy nie wiem jak mam pisać) jednak ich wartość merytoryczna jest równa zeru. Jeśli ktoś używa tego barwnego streszczenia Biblii jako argumentu to wzbudza to we mnie jedynie śmiech.

4. Mimo to nie da się zaprzeczyć, że ostatnie stwierdzenie ma w sobie wiele prawdy - no bo trudno zaprzeczyć, że ateizm nie jest religią. Niestety jednak to nie wiele zmienia. Ateizm, nawet jeśli nie jest religią odpowiada na wiele pytań, na które odpowiada również religia (skąd się wzieliśmy, jak powstał świat, co się znami dzieję po śmierci itd.). Zaraz zaraz.. jest przecież nauka starająca się odpowiadać na te pytania. A tak, to filozofia!

5. I tak, choć Ateizm nie jest religią, jest poglądem filozoficznym, podobnie jak religia. Nie są na pewno tym samym, ale spokojnie można byłoby nazwać ich kuzynostwem. Więc choć rzeczywiście nie można namawiać ateistów na zmianę religii to można spokojnie namawiać na zmianę swoich poglądów filozoficznych.

6. Nie wiem skąd te złe wrażenia, które powodują ten apel:

Pamiętaj tylko o jednym: tak jak niejeżdżenie na nartach nie jest kolorem, tak ateizm nie jest religią. A skoro nie jest, to przestań mnie namawiać na jej zmianę.

Jednak jeśli to namawianie byłoby zwykłą dyskusją na tematy nie obce obydwóm stronom (chyba każdy dojrzały człowiek zastanawia się nad sprawami natury filozoficznej), a nie bezmyślnym wrzaskiem nawiedzonego mohera to chyba.. nie ma w tym nic złego, nie?

7. Komentarze:

@janu O jeżu malinowy, odpuść sobie te tanie chwyty marketingowca. Zaraz mu powiesz “udowodnij, że boga nie ma”. Nie ma dowodów na istnienie jakiegokolwiek boga, jego książka to kolekcja bzdurnych legend chłopów, nie “natchnione słowo nieomylnego boga”.

I potem:

Wierzysz w krasnale? Smoka Wawelskiego? Takie same dowody stoją za istnieniem boga. No, jasne, Smok Wawelski nie ma organizacji ludzi w kieckach, która mówi o prezerwatywach dlatego może Ci się wydawać, że jest mniej prawdziwy.

Jak przez dwa tysiące lat nie można przytoczyć dowodu na istnienie czegoś, to jest duża szansa, że to coś nie istnieje.

Obydwa tego samego autora, nie wiem czy chce on żebym wymieniał jego ksywkę więc narazie pozostanie anonimowy.

Po pierwsze, jedną z wielu głupot dyskutantów jest obrażanie innych i ich poglądów, traktowane jako dobry sposób na wygranie dyskusji.

Po drugie, razi też strasznie nieznajomość tematu. Strzelam, że komentator Biblii nie czytał/czytał fragmentarycznie/czytał bardzo dawno/miał to czytanie w dupie. Rozumiem, że może nie wierzyć w to, że jest tam zawarta prawda i że jej autorzy pisali pod natchnieniem Ducha Świętego. Luz. Ale nie da się zaprzeczyć, że Biblia jest jednym z największych dzieł literackich i ogromnym zbiorem zasad moralnych, wzorów oraz ważnym źródłem historycznym (szczególnie Nowy Testament). Nazywanie jej kolekcją bzdurnych legend chłopów, pokazuje co najwyżej bzdurność wypowiedzi autora komentarza. Zresztą porównywanie tysięcy lat rozważań filozoficznych, źródeł historycznych (potwierdzających przykładowo istnienie Jezusa), relacji z cudów, życiorysów świętych itd. do baśni o Smoku Wawelskim ukazuje to chyba w najlepszy sposób.

Oczywiście wiadomo, że nie ma jednoznacznego dowodu na istnienie Boga. Ale Bóg może być jak Wielki Latający Potwór Spaghetti i być może nie chce by ludzie mieli pewność o jego istnieniu. Można przyjąć, że życie na ziemi jest pewnym testem (oczywiście mówie teraz o tym co uważają wierzący), po którym zostanie zadecydowane czy pójdziemy do raju czy nie. Gdyby było wiadomo, że Bóg istnieje, to cóż byłby to za test?

8.
Tak naprawdę dość łatwo jest udowodnić, że bóg nie tylko nie istnieje ale nie ma możliwości, by istniał. Na poziomie matematyki, fizyki, chemii, biologii czy filozofii nie bierze się pod uwagę istnienia czy działania boga i jest dość łatwo udowodnić, że istota o właściwościach “nadprzyrodzonych” jest fantazją.

Ciekawa wypowiedź, tylko niestety przyjmująca z góry błędne założenia. Mówi się czasem na temat wytłumaczeń Biblijnych wydarzeń nadprzyrodzonych - krzew, który w wysokiej temperaturze sam się zapala, gdzieś tam było tsunami więc wody się rozstąpiły (przed tsunami woda się oddala, potem wraca z "troszke" większą siłą), słyszałem również o programie, który wytłumaczał plagi egipskie. Tak naprawdę, to wierzę, że jest duże prawdopodobieństwo, że to wszystko prawda.

Tylko zastanówmy się - jeśli Bóg stworzył świat, dał mu prawa fizyki itd. to dlaczego do cholery miałby je łamać? Skoro wymyślił płyty tektoniczne i ich działanie to mógł potem wykorzystać je żeby w wspaniały sposób utorować Mojżeszowi drogę. Całkiem sprytny jest, nie ma co. Dlatego argument o prawach fizyki, chemii, matematyki, biologii itp. nie działa na mnie :).

9. ..wiara że podczas komunii dokonuje się przemiana chleba i wina w ciało i krew.

Nie przyczepiajcie się tak bardzo tradycjonalizmu Kościoła. Komunia jest raczej pamiątką zmartwychwstania Jezusa (tak jak w rocznice śmierci wspominamy jakąś osobę) i nie należy przywiązywać zbyt dużej wagi do tej przemiany. To wszystko raczej symbolika. Gdy Jezus mówi bierzcie i jedzcie z tego wszyscy, oto jest ciało moje, które za was będzie wydane oraz bierzcie i pijcie z tego wszyscy, oto jest bowiem krew moja, która za was i za wielu będzie wylana, na odpuszczenie grzechów. To czyńcie na moją pamiątke. nie wydaję mi się raczej, żeby interesowało Go to, czy przez następne dwa tysiące lat ludzie co tydzień będą pili wino i jedli opłatek. Ja w tym czynieniu na pamiątke widzę raczej wydanie tego ciała i wylanie tej krwi, co nie znaczy oczywiście bycie ukrzyżowanym, a raczej naśladowania Jezusa w życiu. Dużo by o tym gadać, nie chce mi się.

10. Macie jakąś spaczoną definicję agnostycyzmu. Agnostyk w nic nie wątpi! Agnostycyzm mówi tylko, że nie da się poznać istoty rzeczy. W przypadku kwestii istnienia bogów agnostyk jest przekonany, że nie da się udowodnić, że oni istnieją ani nie da się udowodnić, że nie istnieją. Zauważcie, że agnostycyzm nie mówi nic o samym istnieniu, tylko o jego dowodliwości. Z tego (i pkt 2) wynika, że można być zarówno agnostykiem wierzącym w istnienie boga(ów), agnostykiem wierzącym w nieistnienie boga(ów) albo agnostykiem zwyczajnie mającym kwestię istnienia gdzieś.

Trochę przydługawę, ale warto przeczytać. Ja się zaliczam w takim razię to agnostyka wierzącego w Boga.

11. Absurdem jest wierzenie, że po śmierci nie ma końca świadomości. Po co więc żyć pytasz? Ano po to by przyszłe pokolenia korzystały z tego co osiągnąłeś.

Jakbym był ateistą to gówno by mnie obchodziło jak będą żyły przyszłe pokolenia. Ruszył bym jak najprędzej w świat bo jest dużo zajebistych miejsc do zwiedzenia. Może po prostu nie macie tej pewności swoich przekonań żeby tak zrobić? Nie wiem, nie jestem ateistą więc trudno mi się wypowiadać w waszym imieniu. Ale trochę to dla mnie dziwne.

12.  czy wszechmocny byt może w swej wszechmocy ograniczyć swoją wszechmoc? niemoze wiec nie istnieje

Co było pierwsze, jajko czy kura? Pytanie jest na tym samym poziomie, jako argument zerowym. Ale przecież coś było pierwsze, bo jak wiadomo kury nie żyją od początku świata, więć coś musiało pojawić się najpierw. Istnieje więc jedna odpowiedź, choć dla nas logicznie obydwie są poprawne.

13. 

Dlaczego wypowiadasz się w moim imieniu, że ścierpieć nie mogę - co prawda nie cieszy mnie to i się będę za Ciebie modlił, ale wciskać Ci nie będę wiary w Boga.

Swoją drogą, bardzo proszę, ateiści - nie róbcie na mnie flejmu ;). Wbrew pozorom, nie uważam was za złych, nie uważam, że powinno się za was modlić (a przynajmniej nie z powodu waszego ateizmu) oraz uważam, że być może macie nawet łatwiej w dostaniu się do nieba (bo jak jesteście dobrzy to nie oczekujecie nagrody). Peace.

 

PS: Strasznie długi tekst spłodziłem. Aż się boję co by było jakbym zaczął czytać komentarze na wykopie ;).

wtorek, 31 marca 2009
Gdyby światem rządzili ateiści

Nim przejdę do właściwej części notki, krótka wzmianka o karierze bloga. Pierwsza notka nie dostała się na główną (właściwie to mało kto na nią zwrócił uwagę), ale nie dziwi mnie to zbytnio - w gruncie rzeczy to był tylko pomysł, a nie już konkretne wyniki. Pożyjemy zobaczymy co z tego wyjdzie.

Dzisiejszą notkę nie będę wrzucał na wykop bo nie sądze żeby jej przesłanie było na tyle interesujące i obszerne żeby weszło na główną. Skoro jednak mam chwilę czasu to odniosę się do świetnego filmu o tytule "Gdyby światem rządzili ateiści", który całkiem niedawno dostał się na główną.

 

 
 
Ograniczę się do krótkiego komentarza (mówiłem już, że nie będzie obszernie):
 - jako chrześcijanin stwierdzam, że z całego filmu sens mają tylko dwa zdania "Nie za bardzo przejmuję się jak Bóg zrobił to co zrobił (stworzył świat). Wiem że to zrobił." Reszta to już straszne bzdury, tak wielkie, że chyba nikt nie ma co do tego wątpliwości.
 - film jest dobrym rozśmieszaczem, szczególnie monolog zaczynający się tuż po drugiej minucie. Mama-ateistka, syn-ateista, ojciec-ateista i sąsiad-ateista. Prawie jak muminki.
 - prośba do wszystkich ludzi : nie oceniajcie ogółu chrześcijan przez pryzmat nielicznych fanatyków itp. Wiecie, że "idiotów jest mało, ale są tak sprytnie rozstawieni, że zawsze na jakiegoś trafisz" (cytuje z pamięci i nawet nie wiem kogo, mogą być błędy, ale sens jest zachowany).
 - moralność nie jest zarezerwowana dla wierzących. Tak jak napisał ktoś w komentarzach na wykopie, moralnośc nie ma nic wspólnego z tym czy uznajemy Boga za wymysł czy też nie, ponieważ nie polega ona na nie czynieniu zła bo boimy się kary tylko na nie czynieniu zła bo jest.. złe. Przypominam, że na tym blogu chciałbym m.in. bronić wiary chrześcijańskiej, w żadnym razie nie atakując przy tym ateizmu.
sobota, 28 marca 2009
Ale o co chodzi?

Inspirowany (a może raczej zirytowany?) pojawiającymi się regularnie artykułami/filmami etc. na wykop.pl dotyczącymi religii oraz komentarzami pod nimi postanowiłem założyć tego bloga. W całych religijnych wykopach problem jest jeden - w 90% przypadków prowadzi to do flejmu wierzący vs ateiści, przy czym ci pierwsi są raczej w mniejszości.

I choć nie jestem zbyt aktywnym użytkownikiem wykopu - serwis przeglądam codziennie jednak bardzo rzadko się loguje żeby samemu coś dodać lub skomentować - to te komentarze często doprowadzają mnie do szału. Jako chrześcijanin mam wbrew pozorom różne zdania - niektóre z związanych z religią wykopów mnie śmieszą, inne pokazują pewną smutną prawdę, jeszcze inne to wywody skrajnych idiotów, którzy lubią mówić na tematy, o których nie mają pojęcia. Tego jednak nie zmienie, co innego gdy wchodzę do komentarzy.

Niestety tam merytoryczna dyskusja i przedstawianie argumentów jest dość trudne - wszystko to ginie w natłoku coraz to nowszych opinii, a wielu wykopowiczów za najlepszy argument uznaje brak argumentów. Stąd pomysł na ten blog, w którym mógł bym do woli "bronić" mojej religii, tak chętnie atakowanej, przy czym przez "bronić" mam na myśli po prostu dyskutować.

Do tego jednak potrzebuje rozmówców, co jest dosyć oczywiste - do lustra nie będę mówić. Oczywiście nadaję się każdy, kto ma dobre chęci, nie ukrywam jednak, że najbardziej liczę na użytkowników wykop.pl - miejsca, w którym narodził się sam pomysł. Skoro tak chętnie wykopują artykuły atakujące/krytykujące w ten czy inny sposób kościół i religię, to mam nadzieję, że chętnie o tym podyskutują. Dlatego niedługo po opublikowania tej, pierwszej notki dodam ją do wykopaliska. Być może pomysł skończy się tuż po tym jak się zaczął - bo jeśli nie będzie osób chętnych do rozmowy to prowadzenie go nie ma sensu, rozmowa jest bowiem głównym jego założeniem. To zależy od Was.

Jak chciałbym żeby to działało? W bardzo prosty sposób - piszecie dowolnej długości tekst, zarzut czy temat do dyskusji dotyczącej religii. Najprawdopodobniej im dłuższy będzie tym dłużej zajmie mi odpowiedzenie Wam (w postaci notki). Możecie też wysyłać mi czyjeś artykuły, filmiki i tym podobne (przy czym najchętniej w języku polskim/z tłumaczeniem, bo choć uczę się angielskiego to w ojczystym języku idzie mi najlepiej ;) ). Wbrew pozorom tematy nie muszą być koniecznie zarzutami stawianymi Chrześcijaństwu, bo choć teoretycznie jest to główny temat bloga, to dyskutować można o wielu sprawach, przy czym chciałbym żebyście nie wykraczali poza granice religia-etyka-filozofia.

Odpowiedzi na to co mi wysłacie będą umieszczane w notkach. Myślę, że sposób jest prosty i zrozumiały dla każdego. Wasze tematy i tym podobne wysyłajcie na maila neoch@gazeta.pl .

PS: Mam 17 lat więc nie należę raczej do starych, nawiedzonych "katolów". Może uda wam się mnie "nawrócić" na ateizm? To taka dodatkowa zachęta ;).

PPS: Jak narazie od blogu wręcz bije prostota i niezbyt duża wartość estetyczna. Jeśli strona zyska na tyle dużą popularność, że będzie sens ciągnąć ten projekt to najprawdopodobniej się to zmieni.